muzaaa

wtorek, 29 kwietnia 2014

Dezorientacja

2. Dezorientacja

Podniosłam się powoli z podłogi, i spojrzałam zdziwiona na Scorpiusa, stojącego przede mną. On uśmiechnął się  nieśmiało i chwycił  mnie za zranioną rękę. Nie było to nic poważnego, jedynie rozcięcie. Wyrwałam mu ją. Na jego twarzy pojawił się lekki grymas niezadowolenia. 

- Zaprowadzę Cię do Skrzydła Szpitalnego, pani Pomfrey się tym zajmie. - powiedział i podał mi swoją dłoń. Poczułam że na mojej twarzy rozkwitają rumieńce, czego bardzo nie chciałam.           - Sama sobie poradzę.- odpowiedziałam i wyciągnęłam rękę, przyłożyłam różdżkę i wyszeptałam zaklęcie. Rana od razu się zagoiła, a ja czym prędzej ruszyłam w stronę pokoju wspólnego.  Już po chwili stanęłam przed obrazem Grubej Damy. Przez całe to zamieszanie zapomniałam hasła!   - Złoty dzban.- powiedziałam niedecydowanie, jednak na moje szczęście obraz odsunął się i wpuścił mnie do środka. W pokoju wspólnym jak zwykle panował gwar i chaos powodowany przez Jamesa Potter'a. W fotelu, całkowicie skupiona na pracy domowej, siedziała Rose Weasley, moja przyjaciółka z klasy. Zawsze mogłam na niej polegać. Podniosła głowę znad pergaminów i książek. Uśmiechnęła się do mnie a ja pomachałam do niej. Usiadłam w sąsiednim fotelu.

- Cześć, co tam porabiasz? - zapytałam wesoło. Przyjaciółka z rozleniwieniem odpowiedziała:      - Piszę wypracowanie o wilkołakach na obronę przed czarną magią.  
Nagle podszedł do nas James, i objął mnie ramieniem. Zepchnęłam  je z siebie. Spojrzał na mnie zawiedziony.
- James, nie jestem twoją dziewczyną! Jak masz już kogoś obejmować to kuzynkę albo siostrę. - powiedziałam z irytacją. Na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia. Po chwili jednak się rozpromienił i pocałował mnie w usta. Jego gorące wargi stopiły się z moimi. Z jednej strony chciałam go odepchnął ale z drugiej było mi tak dobrze... Nie! - skarciłam siebie w duchu. 
James najwyraźniej odebrał wrażenie, że bardzo mi się podoba jego pocałunek. Zdecydowanie nie! Odepchnęłam go z taką siłą, że upadł na podłogę wyłożoną czerwoną wykładziną. Rose wybuchnęła gromkim śmiechem. Spiorunowałam ją spojrzeniem, w tym czasie James odszedł klnąc pod nosem. 

- Raquel mówiła żebyś poszła do łazienki, tam gdzie straszy Marta. - rzekła  Weasleyówna. 
Szybko więc poszłam w stronę łazienki. Jeśli Raquel nie chciała mi czegoś powiedzieć osobiście, to znaczy, że ma naprawdę jakiś problem. Weszłam do łazienki, i co zobaczyłam? Oczywiście Raquel całującą się z Malfoyem.  Jedną ręką obejmował ją w pasie, drugą zaś zatopił w jej kasztanowych włosach . Ona łapczywie i moim zdaniem nieco zbyt natarczywie, przylgnęła do niego i starała się dominować w pocałunku. Patrzyłam się tak na nich z otwartymi ustami. Po paru minutach już po prostu nie wytrzymałam i rozdzieliłam ich. Malfoy zdezorientowany wycofał się do drzwi i czym prędzej wyszedł. Raquel stała przy kamiennych umywalkach nieco speszona. Spojrzałam na nią wyczekująco. Ona co jakiś czas otwierała usta, jakby chciała coś powiedzieć, lecz od razu je zamykała. W pewnej chwili poczułam straszny ból głowy. To było straszne, czułam się tak, jakby ogień płonął we wnętrzu mojej czaszki. Czysta agonia targała mną. Upadłam z bólu na ziemię i złapałam się za głowę. Raquel uklękła przy mnie i bezradnie pytała co mi się stało. Nie mogłam odpowiedzieć. Nagle w mojej głowie rozległ się głos, tak przenikliwy i tak ostry. - Nie bój się.... to tylko ja... twój ojciec... - powiedział głos. Źrenice rozszerzyły mi się z przerażenia. - Wiem że boli....lecz musisz coś dla mnie zrobić... - kontynuował swoje przemówienie. Obraz zaczął się rozmazywał zrobiło się ciemno, nie panowałam już nad swoimi ruchami. Nic nie widziałam, czułam się jakbym była w transie, jedynym przewodnikiem był mi słuch. A słyszałam jedynie Raquel, pytającą co się ze mną dzieje. Na chwilę zapanowała grobowa cisza. Czułam jak różdżka wysuwa  się z mojej kieszeni i ląduje w ręce. Z mojego gardła wydobył się dziki syk, przywodzący węża.  Po chwili ciszę rozdarł krzyk Raquel, krzyk pełen bólu a zarazem cierpienia. Upadlam na posadzkę. Wzrok powrócił więc mogłam zobaczyć co się stało mojej przyjaciółce. Oszołomiona popatrzyłam jak leży bez czucia na ziemi. Otwarte oczy nadal wyrażały przerażenie. Zaczęłam krzyczeć, nie panowałam nad uczuciami buzującymi bez opamiętania we mnie. Podczołgałam się pod jeden ze zlewów. Policzki zalały się łzami. Rozpacz i strach , tylko to czułam. Nagle na ręce poczułam ciepłą ciecz. To była krew, krew Raquel płynąca przez całą łazienkę i wpływająca powoli  do odpływu. Nie wytrzymałam już tego wszystkiego i zemdlałam... 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz