Powoli zaczęłam wysuwać się z objęć Jamesa nieco zawstydzona. Na moje szczęście, byliśmy osłonięci purpurową kotarą. Chłopak przytrzymał mnie zręcznie. Pocałował mnie namiętnie. Przyjemne ciepło rozeszło się po moim ciele. Przeturlaliśmy się lekko po jego łóżku, że teraz wylądowałam na nim. Jednak wcale mi to nie przeszkadzało. Odsunęłam się od niego i wstałam z łóżka. Zanim zdążył mnie zatrzymać, wyszłam z dormitorium zostawiając go w osłupieniu. W Pokoju Wspólnym czekał na mnie ktoś, kogo bardzo nie chciałam spotkać. Był to Scorpius Malfoy, na moje nieszczęście zauważył mnie nim zdążyłam wycofać się z powrotem do sypialni. Podszedł do mnie szybko i złapał za nadgarstki. W jego oczach malowała się złość.
- Coś ty jej zrobiła?!- zapytał podnosząc głos. Poczułam nieprzyjemny ucisk w gardle.
- Nic... to był wypadek, nic nie rozumiesz.- zdołałam tylko wydusić. Ślizgon kopnął fotel, dając upust gniewowi. Przyglądałam mu się z ciekawością. Nawet gdy był wściekły, wyglądał oszałamiająco. Bez zastanowienia podeszłam do niego i pocałowałam, nie skrywając już tego co do niego czułam. Ku mojemu zaskoczeniu, odepchnął mnie z ogromną siłą, i wylądowałam na ziemi.
- Nie rozumiesz czegoś, ja kocham Raquel, muszę wiedzieć gdzie jest! Ona będzie matką mojego dziecka. - to drugie powiedział ciszej, a w jego oczach dostrzegłam łzy. Otworzyłam ze zdziwienia usta. Ta wiadomość spadła na mnie i zwaliła z nóg. Nie chciałam tego wiedzieć, najlepiej jakbym nigdy się o tym nie dowiedziała. Wstałam powoli, a Scorpius odszedł zostawiając mnie ze łzami ściekającymi po policzkach. Jak to się mogło stać? Raquel była moją najlepszą przyjaciółką, wszystko sobie mówiłyśmy, a teraz okazuje się, że jest w ciąży i to w dodatku z chłopakiem którego kocham od wielu lat! Myślałam, że oni się nienawidzą. Rozejrzałam się wokoło, reszta Gryfonów przyglądała mi się z zaciekawieniem. Przeszłam przez portret i wtargnęłam do pustej sali lekcyjnej. Przez chwilę miotała mną złość i nienawiść, jednak po chwili osunęłam się na ziemię, pogrążona w otaczającej mnie zewsząd rozpaczy. Całe moje życie było stratą czasu, pragnieniem o szczęśliwej, kochającej rodzinie, której nigdy nie miałam. Wszystko jakby zwróciło się przeciwko mnie, a ja nie potrafiłam sobie z tym poradzić. Smutek towarzyszył mi już od pierwszych sekund mojego nędznego życia. Najchętniej to przesiedziałabym całe życie w opuszczonej klasie, pośród stert książek i grubej warstwy kurzu. Siedziałabym tu, gdyby nie pewna osoba wślizgająca się bezszelestnie do klasy....
muzaaa
poniedziałek, 19 maja 2014
czwartek, 1 maja 2014
3. Uczucie
Powoli otworzyłam oczy. Oślepiły mnie jasne, słoneczne promienie. Próbując sobie przypomnieć wydarzenia ostatniego dnia, zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu. Kamienne ściany jak i podłoga wchodziły w skład głównej izby, w której mieściły się łóżka,szafki nocne oraz parawany, aby zakryć osoby po urazowe . W jednej chwili wspomnienia wróciły, wszystko związane z Raquel i Scorpiusem, jak i dziwnym wypadkiem. Spojrzałam na łóżko obok. Leżała w nim moja nieprzytomna przyjaciółka. Łzy napłynęły mi do oczu, i ostatkami sił próbowałam je powstrzymać. Dopiero po chwili zwróciłam uwagę na stojące w kącie sali osoby. Była to pielęgniarka, pani Pomfrey i nasza dyrektora ,profesor McGonagall. Gdy obie panie spostrzegły, że już nie śpię, podeszły do mnie energicznym krokiem. Przygryzłam nerwowo wargę.
- Przepraszam, pani dyrektor, ale ma pani tylko 15 minut na rozmowę z pacjentką, musi wypoczywać.- oznajmiła pani Pomfrey, zwracając się w stronę McGonagall. Psorka przysunęła sobie najbliższe krzesło i usiadła na nim. Bałam się pytań jakie zamierza mi zadawać. Wbiłam wzrok w sufit, udając, że nie widzę dyrektorki. Ona odchrząknęła znacząco. Spuściłam wzrok.
- Czy ma mi pani coś do powiedzenia?- zapytała zerkając na nieprzytomną Gryfonkę z sąsiedniego łóżka. Nic nie powiedziałam, zachowałam milczenie, w nadziei, że profesorka odpuści . Niestety, nie dawała za wygraną i po chwili ponowiła pytanie. Chcąc nie chcąc musiałam w końcu odpowiedzieć.
- To.. był wypadek. Nie chciałam żeby tak się stało... Ćwiczyłyśmy tylko zaklęcia. - skłamałam.
- Do cholery, Radlynn, ćwiczyłyście zaklęcie uśmiercające?!- wybuchła dyrektorka, nie przekonana moimi wyjaśnieniami. Źrenice rozszerzyły mi się z przerażenia, głośno przełknęłam ślinę. Patrzyła wprost na mnie, bez śladu niepewności, z uwagą, lecz pytająco. Zamknęłam powieki , próbując odciąć się od otaczającego mnie świata, niestety na próżno.
- Dlaczego Raquel? - jej głos brzmiał zaskakująco czysto i donośnie, bez cienia złości, lecz z lekkim wyrzutem. Zadygotałam ze strachu, profesorka od razu to wyczuła. Wybuchłam niekontrolowanym płaczem, co zbiło nieco dyrektorkę z tropu. Łzy spływały mi obficie po policzkach.
- Nie chciałam naprawdę.... nic nie widziałam...to wypadek...- powiedziałam zachrypniętym głosem plącząc się w zeznaniach. Pani profesor westchnęła z rezygnacją i udała się w stronę przedsionka. Zostałam sama w pomieszczeniu. Otarłam łzy rękawem pidżamy. Moje dni w tej szkole były policzone.
- Przepraszam, pani dyrektor, ale ma pani tylko 15 minut na rozmowę z pacjentką, musi wypoczywać.- oznajmiła pani Pomfrey, zwracając się w stronę McGonagall. Psorka przysunęła sobie najbliższe krzesło i usiadła na nim. Bałam się pytań jakie zamierza mi zadawać. Wbiłam wzrok w sufit, udając, że nie widzę dyrektorki. Ona odchrząknęła znacząco. Spuściłam wzrok.
- Czy ma mi pani coś do powiedzenia?- zapytała zerkając na nieprzytomną Gryfonkę z sąsiedniego łóżka. Nic nie powiedziałam, zachowałam milczenie, w nadziei, że profesorka odpuści . Niestety, nie dawała za wygraną i po chwili ponowiła pytanie. Chcąc nie chcąc musiałam w końcu odpowiedzieć.
- To.. był wypadek. Nie chciałam żeby tak się stało... Ćwiczyłyśmy tylko zaklęcia. - skłamałam.
- Do cholery, Radlynn, ćwiczyłyście zaklęcie uśmiercające?!- wybuchła dyrektorka, nie przekonana moimi wyjaśnieniami. Źrenice rozszerzyły mi się z przerażenia, głośno przełknęłam ślinę. Patrzyła wprost na mnie, bez śladu niepewności, z uwagą, lecz pytająco. Zamknęłam powieki , próbując odciąć się od otaczającego mnie świata, niestety na próżno.
- Dlaczego Raquel? - jej głos brzmiał zaskakująco czysto i donośnie, bez cienia złości, lecz z lekkim wyrzutem. Zadygotałam ze strachu, profesorka od razu to wyczuła. Wybuchłam niekontrolowanym płaczem, co zbiło nieco dyrektorkę z tropu. Łzy spływały mi obficie po policzkach.
- Nie chciałam naprawdę.... nic nie widziałam...to wypadek...- powiedziałam zachrypniętym głosem plącząc się w zeznaniach. Pani profesor westchnęła z rezygnacją i udała się w stronę przedsionka. Zostałam sama w pomieszczeniu. Otarłam łzy rękawem pidżamy. Moje dni w tej szkole były policzone.
***
Przez parę ostatnich dni wciąż leżałam w Skrzydle Szpitalnym. Parę razy próbował odwiedzać mnie Scorpius, jednak za każdym razem pani Pomfrey odsyłała go z kwitkiem. W sumie nie miałam ochoty się z nikim spotykać, czułam się źle z tą całą sytuacją. W szkole już zapewne huczało o całym zajściu, gdy wyjdę ze szpitala, wszyscy się ode mnie odwrócą. Raquel została przeniesiona do Szpitala św. Munga. Gdy zapytałam pielęgniarkę dlaczego, odpowiedziała że drasnęło ją tylko moje zaklęcie, lecz było na tyle silne, aby wprowadzić ją w stan śpiączki. Od tego czasu moje samopoczucie jeszcze bardziej się pogorszyło. W tej chwili nie miałam nikogo z kim mogłabym o tym na spokojnie porozmawiać. Pewnego dnia ktoś mnie jednak odwiedził. Był to mój dobry przyjaciel ,James Potter. Wkroczył do pomieszczenia, i bez chwili zastanowienia znów mnie pocałował, byłam zbyt oszołomiona by móc się opierać. Gdy tylko skończył, w jego orzechowych oczach zaszkliły się łzy. Czyli naprawdę mnie kocha..- przyznałam w myśli.
- Kiedy wychodzisz ze szpitala?- zapytał przysiadając w nogach łóżka.
- Za parę dni. - odpowiedziałam próbując się podnieść. On pomógł mi to uczynić, po czym zaczął bawić się kosmykiem moich czarnych włosów. Na usta cisnęło mi się pewne pytanie, jednak nie wiedziałam czy w tej sytuacji byłoby ono na miejscu. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- James, dlaczego akurat ja?.. - zapytałam, nie wiedząc czy zrozumie pytanie. Zrozumiał. Zmieszał się na chwile, po czym siląc się na odpowiedź puścił kosmyk moich włosów.
-Nie wiem...- odpowiedział szczerze. Po paru minutach przyjemnej ciszy, pani Pomfrey wygoniła go ze Skrzydła Szpitalnego i podała mi szklankę wody. Wypiłam ją do dna, po czym położyłam się spać.
***
Nadszedł ten nieunikniony dzień wypuszczenia mnie ze szpitala. Bałam się reakcji moich rówieśników. Opuściłam Skrzydło Szpitalne wczesnym rankiem, i czym prędzej udałam się do mojego dormitorium. Współlokatorki jeszcze sobie smacznie spały. Korzystając z okazji, przeszłam przez pokój wspólny, aby dostać się do jednego z dormitoriów chłopców. Otworzyłam lekko skrzypiące drzwi . Jak tylko najciszej potrafiłam, położyłam się koło Jamesa na łóżku i zasnęłam...
***
Spojrzałam na budzik stojący na jego szafce nocnej, była 9.30 rano. Obróciłam głowę w jego stronę, a on uśmiechał się do mnie promiennie. Ręką obejmował mnie w pasie. Spłonęłam rumieńcem nie wiedząc co zrobić...
wtorek, 29 kwietnia 2014
Dezorientacja
2. Dezorientacja
Podniosłam się powoli z podłogi, i spojrzałam zdziwiona na Scorpiusa, stojącego przede mną. On uśmiechnął się nieśmiało i chwycił mnie za zranioną rękę. Nie było to nic poważnego, jedynie rozcięcie. Wyrwałam mu ją. Na jego twarzy pojawił się lekki grymas niezadowolenia.
- Zaprowadzę Cię do Skrzydła Szpitalnego, pani Pomfrey się tym zajmie. - powiedział i podał mi swoją dłoń. Poczułam że na mojej twarzy rozkwitają rumieńce, czego bardzo nie chciałam. - Sama sobie poradzę.- odpowiedziałam i wyciągnęłam rękę, przyłożyłam różdżkę i wyszeptałam zaklęcie. Rana od razu się zagoiła, a ja czym prędzej ruszyłam w stronę pokoju wspólnego. Już po chwili stanęłam przed obrazem Grubej Damy. Przez całe to zamieszanie zapomniałam hasła! - Złoty dzban.- powiedziałam niedecydowanie, jednak na moje szczęście obraz odsunął się i wpuścił mnie do środka. W pokoju wspólnym jak zwykle panował gwar i chaos powodowany przez Jamesa Potter'a. W fotelu, całkowicie skupiona na pracy domowej, siedziała Rose Weasley, moja przyjaciółka z klasy. Zawsze mogłam na niej polegać. Podniosła głowę znad pergaminów i książek. Uśmiechnęła się do mnie a ja pomachałam do niej. Usiadłam w sąsiednim fotelu.
- Cześć, co tam porabiasz? - zapytałam wesoło. Przyjaciółka z rozleniwieniem odpowiedziała: - Piszę wypracowanie o wilkołakach na obronę przed czarną magią.
Nagle podszedł do nas James, i objął mnie ramieniem. Zepchnęłam je z siebie. Spojrzał na mnie zawiedziony.
- James, nie jestem twoją dziewczyną! Jak masz już kogoś obejmować to kuzynkę albo siostrę. - powiedziałam z irytacją. Na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia. Po chwili jednak się rozpromienił i pocałował mnie w usta. Jego gorące wargi stopiły się z moimi. Z jednej strony chciałam go odepchnął ale z drugiej było mi tak dobrze... Nie! - skarciłam siebie w duchu.
James najwyraźniej odebrał wrażenie, że bardzo mi się podoba jego pocałunek. Zdecydowanie nie! Odepchnęłam go z taką siłą, że upadł na podłogę wyłożoną czerwoną wykładziną. Rose wybuchnęła gromkim śmiechem. Spiorunowałam ją spojrzeniem, w tym czasie James odszedł klnąc pod nosem.
- Raquel mówiła żebyś poszła do łazienki, tam gdzie straszy Marta. - rzekła Weasleyówna.
Szybko więc poszłam w stronę łazienki. Jeśli Raquel nie chciała mi czegoś powiedzieć osobiście, to znaczy, że ma naprawdę jakiś problem. Weszłam do łazienki, i co zobaczyłam? Oczywiście Raquel całującą się z Malfoyem. Jedną ręką obejmował ją w pasie, drugą zaś zatopił w jej kasztanowych włosach . Ona łapczywie i moim zdaniem nieco zbyt natarczywie, przylgnęła do niego i starała się dominować w pocałunku. Patrzyłam się tak na nich z otwartymi ustami. Po paru minutach już po prostu nie wytrzymałam i rozdzieliłam ich. Malfoy zdezorientowany wycofał się do drzwi i czym prędzej wyszedł. Raquel stała przy kamiennych umywalkach nieco speszona. Spojrzałam na nią wyczekująco. Ona co jakiś czas otwierała usta, jakby chciała coś powiedzieć, lecz od razu je zamykała. W pewnej chwili poczułam straszny ból głowy. To było straszne, czułam się tak, jakby ogień płonął we wnętrzu mojej czaszki. Czysta agonia targała mną. Upadłam z bólu na ziemię i złapałam się za głowę. Raquel uklękła przy mnie i bezradnie pytała co mi się stało. Nie mogłam odpowiedzieć. Nagle w mojej głowie rozległ się głos, tak przenikliwy i tak ostry. - Nie bój się.... to tylko ja... twój ojciec... - powiedział głos. Źrenice rozszerzyły mi się z przerażenia. - Wiem że boli....lecz musisz coś dla mnie zrobić... - kontynuował swoje przemówienie. Obraz zaczął się rozmazywał zrobiło się ciemno, nie panowałam już nad swoimi ruchami. Nic nie widziałam, czułam się jakbym była w transie, jedynym przewodnikiem był mi słuch. A słyszałam jedynie Raquel, pytającą co się ze mną dzieje. Na chwilę zapanowała grobowa cisza. Czułam jak różdżka wysuwa się z mojej kieszeni i ląduje w ręce. Z mojego gardła wydobył się dziki syk, przywodzący węża. Po chwili ciszę rozdarł krzyk Raquel, krzyk pełen bólu a zarazem cierpienia. Upadlam na posadzkę. Wzrok powrócił więc mogłam zobaczyć co się stało mojej przyjaciółce. Oszołomiona popatrzyłam jak leży bez czucia na ziemi. Otwarte oczy nadal wyrażały przerażenie. Zaczęłam krzyczeć, nie panowałam nad uczuciami buzującymi bez opamiętania we mnie. Podczołgałam się pod jeden ze zlewów. Policzki zalały się łzami. Rozpacz i strach , tylko to czułam. Nagle na ręce poczułam ciepłą ciecz. To była krew, krew Raquel płynąca przez całą łazienkę i wpływająca powoli do odpływu. Nie wytrzymałam już tego wszystkiego i zemdlałam...
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
1. Obawy.
Mam na imię Radlynn Riddle, tak Riddle. Śmiesznie to brzmi, prawda? Jednak wcale nie cieszę się z nazwiska jakie otrzymałam przy narodzinach, wręcz nim gardzę. Kojarzy mi się ono tylko z bólem, gniewem, i brakiem miłości. Większość czarodziejów nie ma pojęcia jak wcześniej nazywał się Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, jednak ja wiem. Na imię miał Tom Riddle, tak samo jak ja, i był moim ojcem. Był, dopóki nie zabił go Harry Potter (chwała mu za to). Ojca widziałam tylko 2 razy na oczy, gdy miałam 10 lat, powiedział mi, że nic ciekawego nie czeka mnie na świecie. Próbował przekonać mnie, iż po drugiej stronie będzie mi lepiej. W trzech słowach: CHCIAŁ MNIE ZABIĆ. Jednak mamie udało się go przekonać, aby zrobił coś innego, niestety zapłaciła za to własnym życiem. Między innymi za to go tak bardzo nienawidzę. Mama miała na imię Hope. Codziennie od 5 lat przychodzę na jej grób. Mnie za to spetrifikował, coś jakby czas się dla mnie zatrzymał. Trwałam w śpiączce przez wiele lat, a wcale się nie starzałam. Do tej pory nie mam pojęcia jak On tego dokonał. Jednak po przebudzeniu zostałam oddana do sierocińca w Londynie. Pewnego dnia, w moje 11 urodziny, przyszła do mnie pewna kobieta, o imieniu Minerwa McGonagall i powiedziała, że jestem czarodziejkom, ja już to wiedziałam od bardzo dawna. Dotąd nie powiedziałam jej kim jest mój ojciec.
* * *
Obecnie uczęszczam do Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart, i jestem na 5 roku nauki. Nikomu nie zdradziłam moich tajemnic dotyczących pochodzenia i tego ile mam lat, prócz oczywistej odpowiedzi : 15 lat. W Hogwarcie poznałam wielu wspaniałych ludzi, moją najlepszą przyjaciółkę Raquel Mitchelle. Była bardzo ładną dziewczyną o kasztanowych włosach i dużych, złotych oczach. Cieszyła się powodzeniem u chłopaków. Ja zresztą też, jednak każdego upornie odtrącałam. Nie sądzę abym byłą jakoś szczególnie urodziwa, zdaniem męskiej płci czarne włosy o wyraziste,zielone oczy są piękne. Przez karnację koloru porcelany, wyglądałam jak rzeźba, czego bardzo nie lubiłam. Chociaż w sumie jest jeden chłopak, który szczególnie mi się podoba, i gdyby nie to że bardzo chcę zachować dystans, dawno już powiedziałabym mu o swoich uczuciach. Moim wybrankiem jest sam Scorpius Malfoy, wiem, że pewnie w tej chwili mnie znienawidzicie, ale cóż, serce nie sługa. Zauważyłam całkiem niedawno, że na niektórych lekcjach przygląda mi się z ciekawością, czego wręcz nie cierpię, ponieważ cała się robię wtedy czerwona i jeszcze nie wiadomo co on sobie w takich chwilach o mnie myśli! A tak na marginesie, trafiłam (ku własnemu zdziwieniu) do Gryffindoru! Jestem z tego bardzo dumna.
* * *
Szłam szkolnym korytarzem zmierzając ku pokojowi wspólnemu niosąc opasły tom książki do transmutacji. W pewnym momencie, przez przypadek zahaczyłam o rąbek szaty i wywróciłam się na kamienną posadzkę. Widząc mnie na ziemi z krwawiącą ręką, podbiegł do mnie ktoś, kogo się wogóle nie spodziewałam. Był to Scorpius Malfoy, ten sam arogancki, napuszony palant, do którego miałam słabość...
* * *
Szłam szkolnym korytarzem zmierzając ku pokojowi wspólnemu niosąc opasły tom książki do transmutacji. W pewnym momencie, przez przypadek zahaczyłam o rąbek szaty i wywróciłam się na kamienną posadzkę. Widząc mnie na ziemi z krwawiącą ręką, podbiegł do mnie ktoś, kogo się wogóle nie spodziewałam. Był to Scorpius Malfoy, ten sam arogancki, napuszony palant, do którego miałam słabość...
Hej!
W tym poście chciałabym w skrócie opowiedzieć o czym będę pisała bloga. Otóż będzie to powieść o potomkach słynnego Harry'ego Potter'a, Rona Weasley'a oraz Draco Malfoya, jednak ich dzieci nie będą grały pierwszych skrzypiec. Więcej na ten temat dowiecie się czytając posty, które zamierzam publikować regularnie, co tydzień w poniedziałki. Na razie poprzestanę na tym, jeszcze dziś możecie spodziewać się posta.
- Bukurii
Subskrybuj:
Posty (Atom)