muzaaa

poniedziałek, 19 maja 2014

4. Co zrobić?

Powoli zaczęłam wysuwać się z objęć Jamesa nieco zawstydzona. Na moje szczęście, byliśmy osłonięci purpurową kotarą. Chłopak przytrzymał mnie zręcznie. Pocałował mnie namiętnie. Przyjemne ciepło rozeszło się po moim ciele. Przeturlaliśmy się lekko po jego łóżku, że teraz wylądowałam na nim. Jednak wcale mi to nie przeszkadzało. Odsunęłam się od niego i wstałam z łóżka. Zanim zdążył mnie zatrzymać, wyszłam z dormitorium zostawiając go w osłupieniu. W Pokoju Wspólnym czekał na mnie ktoś, kogo bardzo nie chciałam spotkać. Był to Scorpius Malfoy, na moje nieszczęście zauważył mnie nim zdążyłam wycofać się  z powrotem do sypialni. Podszedł do mnie szybko i złapał za nadgarstki. W jego oczach malowała się złość. 

- Coś ty jej zrobiła?!- zapytał podnosząc głos. Poczułam nieprzyjemny ucisk w gardle.
- Nic... to był wypadek, nic nie rozumiesz.- zdołałam tylko wydusić.  Ślizgon kopnął fotel, dając upust gniewowi. Przyglądałam mu się z ciekawością. Nawet gdy był wściekły, wyglądał oszałamiająco.  Bez zastanowienia podeszłam do niego i pocałowałam, nie skrywając już tego co do niego czułam. Ku mojemu zaskoczeniu, odepchnął mnie z ogromną siłą, i wylądowałam na ziemi.
- Nie rozumiesz czegoś, ja kocham Raquel, muszę wiedzieć gdzie jest! Ona będzie matką mojego dziecka. - to drugie powiedział ciszej, a w jego oczach dostrzegłam łzy. Otworzyłam ze zdziwienia usta. Ta wiadomość spadła na mnie i zwaliła z nóg. Nie chciałam tego wiedzieć, najlepiej jakbym nigdy się o tym nie dowiedziała. Wstałam powoli, a Scorpius odszedł zostawiając mnie ze łzami ściekającymi po policzkach. Jak to się mogło stać? Raquel była moją najlepszą przyjaciółką, wszystko sobie mówiłyśmy, a teraz okazuje się, że jest w ciąży i to w dodatku z chłopakiem którego kocham od wielu lat! Myślałam, że oni się nienawidzą. Rozejrzałam się wokoło, reszta Gryfonów przyglądała mi się z zaciekawieniem. Przeszłam przez portret i wtargnęłam do pustej sali lekcyjnej. Przez chwilę miotała mną złość i nienawiść, jednak po chwili osunęłam się na ziemię, pogrążona w otaczającej mnie zewsząd rozpaczy. Całe moje życie było stratą czasu, pragnieniem o szczęśliwej, kochającej rodzinie, której nigdy nie miałam. Wszystko jakby zwróciło się przeciwko mnie, a ja nie potrafiłam sobie z tym poradzić. Smutek towarzyszył mi już od pierwszych sekund mojego nędznego życia. Najchętniej to przesiedziałabym całe życie w opuszczonej klasie, pośród stert książek i grubej warstwy kurzu. Siedziałabym tu, gdyby nie pewna osoba wślizgająca się bezszelestnie do klasy....

czwartek, 1 maja 2014

3. Uczucie

Powoli otworzyłam oczy. Oślepiły mnie jasne, słoneczne promienie.  Próbując sobie przypomnieć wydarzenia ostatniego dnia, zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu. Kamienne ściany jak i podłoga wchodziły w skład głównej izby, w której mieściły się łóżka,szafki nocne oraz parawany, aby zakryć osoby po urazowe . W jednej chwili wspomnienia wróciły, wszystko związane z Raquel i Scorpiusem, jak i dziwnym wypadkiem. Spojrzałam na łóżko obok. Leżała w nim moja nieprzytomna przyjaciółka. Łzy napłynęły mi do oczu, i ostatkami sił próbowałam je powstrzymać. Dopiero po chwili zwróciłam uwagę na stojące w kącie sali osoby. Była to pielęgniarka, pani Pomfrey i nasza dyrektora ,profesor McGonagall. Gdy obie panie spostrzegły, że już nie śpię, podeszły do mnie energicznym krokiem. Przygryzłam nerwowo wargę.

- Przepraszam, pani dyrektor, ale ma pani tylko 15 minut na rozmowę z pacjentką, musi wypoczywać.- oznajmiła pani Pomfrey, zwracając się w stronę McGonagall. Psorka przysunęła sobie najbliższe krzesło i usiadła na nim. Bałam się pytań jakie zamierza mi zadawać. Wbiłam wzrok w sufit, udając, że nie widzę dyrektorki. Ona odchrząknęła znacząco. Spuściłam wzrok. 
- Czy ma mi pani coś do powiedzenia?- zapytała zerkając na nieprzytomną Gryfonkę z sąsiedniego łóżka. Nic nie powiedziałam, zachowałam milczenie, w nadziei, że profesorka odpuści . Niestety, nie dawała za wygraną i po chwili ponowiła pytanie. Chcąc nie chcąc musiałam w końcu odpowiedzieć. 

- To.. był wypadek. Nie chciałam żeby tak się stało... Ćwiczyłyśmy tylko zaklęcia. - skłamałam. 
- Do cholery, Radlynn, ćwiczyłyście zaklęcie uśmiercające?!- wybuchła dyrektorka, nie przekonana moimi wyjaśnieniami. Źrenice rozszerzyły mi się z przerażenia, głośno przełknęłam ślinę. Patrzyła wprost na  mnie, bez śladu niepewności, z uwagą, lecz pytająco. Zamknęłam powieki , próbując odciąć się od otaczającego mnie świata, niestety na próżno. 
- Dlaczego Raquel? - jej głos brzmiał zaskakująco czysto i donośnie, bez cienia złości, lecz z lekkim wyrzutem. Zadygotałam ze strachu, profesorka od razu to wyczuła. Wybuchłam niekontrolowanym płaczem, co zbiło nieco dyrektorkę z tropu. Łzy spływały mi obficie po policzkach. 
- Nie chciałam naprawdę.... nic nie widziałam...to wypadek...- powiedziałam zachrypniętym głosem plącząc się w zeznaniach. Pani profesor westchnęła z rezygnacją i udała się w stronę przedsionka. Zostałam sama w pomieszczeniu. Otarłam łzy rękawem pidżamy. Moje dni w tej szkole były policzone.


                                                                              ***
Przez parę ostatnich dni wciąż leżałam w Skrzydle Szpitalnym. Parę razy próbował odwiedzać mnie Scorpius, jednak za każdym razem pani Pomfrey odsyłała go z kwitkiem. W sumie nie miałam ochoty się z nikim spotykać, czułam się  źle z tą całą sytuacją. W szkole już zapewne huczało o całym zajściu, gdy wyjdę ze szpitala, wszyscy się ode mnie odwrócą. Raquel została przeniesiona do Szpitala św. Munga. Gdy zapytałam pielęgniarkę dlaczego, odpowiedziała że drasnęło ją tylko moje zaklęcie, lecz było na tyle silne, aby wprowadzić ją w stan śpiączki. Od tego czasu moje samopoczucie jeszcze bardziej się pogorszyło. W tej chwili nie miałam nikogo z kim mogłabym o tym na spokojnie porozmawiać. Pewnego dnia ktoś mnie jednak odwiedził. Był to mój dobry przyjaciel ,James Potter. Wkroczył do pomieszczenia, i bez chwili zastanowienia znów mnie pocałował, byłam zbyt oszołomiona by móc się opierać. Gdy tylko skończył, w jego orzechowych oczach zaszkliły się łzy. Czyli naprawdę mnie kocha..- przyznałam w myśli. 
- Kiedy wychodzisz ze szpitala?- zapytał przysiadając w nogach łóżka. 
- Za parę dni. - odpowiedziałam próbując się podnieść. On pomógł mi to uczynić, po czym zaczął bawić się kosmykiem moich czarnych włosów. Na usta cisnęło mi się pewne pytanie, jednak nie wiedziałam czy w tej sytuacji byłoby ono na miejscu. Uśmiechnęłam się pod nosem. 
- James, dlaczego akurat ja?.. - zapytałam, nie wiedząc czy zrozumie pytanie. Zrozumiał. Zmieszał się na chwile, po czym siląc się na odpowiedź puścił kosmyk moich włosów. 
-Nie wiem...- odpowiedział szczerze. Po paru minutach przyjemnej ciszy, pani Pomfrey wygoniła go ze Skrzydła Szpitalnego i podała mi szklankę wody. Wypiłam ją do dna, po czym położyłam się spać.
                                                                           *** 

Nadszedł ten nieunikniony dzień wypuszczenia mnie ze szpitala. Bałam się reakcji moich rówieśników.  Opuściłam Skrzydło Szpitalne wczesnym rankiem, i czym prędzej udałam się do mojego dormitorium. Współlokatorki jeszcze sobie smacznie spały. Korzystając z okazji, przeszłam przez pokój wspólny, aby dostać się do jednego z dormitoriów chłopców. Otworzyłam lekko skrzypiące drzwi . Jak tylko najciszej potrafiłam, położyłam się koło Jamesa na łóżku i zasnęłam...

                                                                          ***
Spojrzałam na budzik stojący na jego szafce nocnej, była 9.30 rano. Obróciłam głowę w jego stronę, a on uśmiechał się do mnie promiennie. Ręką obejmował mnie w pasie. Spłonęłam rumieńcem nie wiedząc co zrobić...